Psychologia, neuropsychologia, mózg

Efekt Mozarta

Muzyka jest nieodłączną towarzyszką ludzkości. Zrodzona z plemiennych tańców, mająca na początku formę prostego wybijania rytmu, ewoluowała w koncerty Chopina czy tabulatury Black Sabbat. Codziennie miliony młodych ludzi bawią się przy dyskotekowych światłach i stałej częstotliwości wybijania basowych dźwięków. “Muzyka łagodzi obyczaje” – głosi przysłowie. Lecz jak jeszcze działa ona na nasz mózg?

Centrum medyczne Wake Forest University i Uniwersytet Północnej Karoliny – naukowcy z tych dwóch placówek podjęli się sprawdzenia, jak odbiór dźwięków wpływa na procesy uwagi. 20 muzyków i 20 nie muzyków zostało posadzonych na leżance w aparacie do przeprowadzania funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Musieli oni, usłyszawszy po sobie dwa dźwięki, powiedzieć, który był odtworzony wcześniej. Niby proste, lecz odstęp pomiędzy nutami wyznaczany był w tysięcznych sekundy. W miarę gdy zadanie stawało się coraz trudniejsze, neuronaukowcy zauważyli zwiększenie aktywności obszarów związanych ze słuchem – to naturalne – lecz też zmniejszenie aktywności w płacie potylicznym, odpowiedzialnym za przetwarzanie bodźców wzrokowych. Badacze porównali to wręcz do neurologicznego zamknięcia oczu. Muzycy w mniejszym stopniu musieli poświęcać swoje doznania wzrokowe by dokładnie analizować dźwięki. Widać jednak wyraźnie, że ważna rozmowa z kierowcą jadącym 220 km/h autostradą to nie jest zbyt dobry pomysł :> Lecz większość nas ma pozytywne nastawienie do muzyki – co w niej jest takiego magicznego?

Dr Olivier Sacks, w książce “Musicophila” opisał swoje doświadczenia w pracy z muzyką. Sacks jest neurologiem i psychologiem, który zainteresował się melodią i rytmem jako metodą leczenia schorzeń mózgu. Opowiada on jak to w szpitalu dla osób dotkniętych Parkinsonizmem, wystarczyło parę taktów by zamienić milczącego od dawna pacjenta w płynnie śpiewającego. Efekt naprawdę magiczny – po wielu miesiącach stagnacji i braku jakiegokolwiek ruchu zobaczyć, jak ktoś bliski zaczyna np. tańczyć. Muzyka wyzwoliła w tych ludziach energię, do której od dawna nie mieli dojścia – most do normalności zbudowany z rytmu i nut. Badacz opisuje też przypadek chirurga, który w wieku 42 lat został rażony piorunem. Cudem uratowany zaczął cierpieć na rozkojarzenie i lekkie trudności z pamięcią – ot zapominał nazwiska pacjentów. Na sali operacyjnej radził sobie jednak świetnie. Lekarz zaczął pałać również miłością do muzyki. Kupował płyty, jeździł na koncerty, kupił pianino… Pasja tak go pochłonęła, że żona wystąpiła o rozwód. Pogłębienie tej miłości spowodowało, że chirurg słyszał muzykę wszędzie. Nie uważał tego jednak jako halucynację czy przesłyszenia, lecz jako wenę. Ani EEG ani MRI nie wykazało żadnych zmian neurologicznych…

Lecz oddziaływaniem muzyki zajmowano się już dawniej. W 1973, fizyk Gordon Shaw zainteresował się wpływem rytmu na inteligencję, wyobraźnię przestrzenną czy umiejętności matematyczne. Jego eksperyment pokazał, że te trzylatki, którym puszczano Sonatę na Dwa Pianina D-Moll Wolfganga Amadeusza Mozarta, jako studenci mieli średnio o 9 punktów IQ więcej niźli grupa kontrolna. Później, razem z Francesem Rauscherem udowodnił, że przedszkolaki, które raz w tygodniu mają lekcje grania na pianinie, mają o 34% lepsze wyniki w zadaniach opierających się o wyobraźnie przestrzenną niż ich niemuzykalni koledzy. Te wyniki nazwali oni efektem Mozarta.

Niedawno w Newsweeku czytałem o sposobach na poprawę funkcjonowania mózgu. Jeden punkt mówił o tym, by podczas rozważania problemów słuchać muzyki. Powoduje to lepszą synchronizację naszych półkul – a co za tym idzie, analiza kłopotu przebiega w sposób sprawniejszy i jest opracowywana bardziej kreatywnie. Czytałem gdzieś też, że lepiej wykonujemy zadania intelektualne słysząc szum, niż nic nie słysząc. Sam piszę te słowa przy “Autoportrecie Witkacego” w wykonaniu Grabarza z zespołu “Strachy na lachy”. Gdy jednak chodzi o naukę – wolę czytać w ciszy. Muzyka mnie rozprasza. W moim środowisku jestem jednak wyjątkiem – reszta woli zapamiętywać informację przy akompaniamencie głośników. Jak jest u Was? Jak myślicie, od czego zależy to, czy człowiek woli przebywać w otoczeniu dźwięków?

Your subscription could not be saved. Please try again.
Pomyślnie zapisano adres! Sprawdź swoją skrzynkę!

Ostatnie artykuły

Przeszczep mini-mózgu

Badania nad ludzkim mózgiem są dość problematyczne. Nie dość, że sam organ jest nieco skomplikowany, to trudno o ciągły i łatwy dostęp do ochotników czy pacjentów. Pewnym przełomem ostatnich lach okazały się hodowane w laboratorium ludzkie organoidy zwane mini-mózgami. Owe mini-mózgi, dzięki publikacji w najnowszym Nature, jeszcze raz wbijają się buciorami na salony neuronauki — tym razem w głowie laboratoryjnego szczura.

Hipno-Chajzer

Poczucie kontroli jest bardzo ważnym aspektem ludzkiej psychiki. Przy hipnozie jednak całkowicie oddajemy się we władanie hipnotyzera. Na czym ten stan polega?

Losowe artykuły

13 Comments

  1. komerski

    Ja muzykę kocham od młodości i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Natomiast co do nauki/pracy przy muzyce, to zauważyłem, że wydajność mi spada, jeśli słucham muzyki ze słowami (tak samo jest z “mówionymi” audycjami radiowymi). Może to dlatego, że wtedy muszę sobie radzić z dwoma, strumieniami tekstu – słuchanym i tłumaczonym (czyli właściwie trzema, bo ten drugi składa się z oryginału i przekładu) Ale mimo to pracuję przy muzyce. Bo tak!

    Reply
  2. Teloch

    W sumie ucząc się przy muzyce ćwiczy się pojemność świadomej uwagi – lub po prostu jej umiejętność do nierozpraszania się ;)

    Przypomniał mi się eksperyment, gdzie badanym dawano słuchawki. Z każdego małego głośnika płynął inny tekst a ochotnicy mieli za zadanie skupić się tylko na jednym kanale (np. lewym). Po skończonym zadaniu, nie potrafili powiedzieć w jakim języku mówiła osoba po prawej, czy zmieniał jej się głos, ani nawet czy to była kobieta czy mężczyzna :>

    Tutaj macie artykuł o tym jak muzyka może wpłynąć na rozwój szkrabów :>

    Reply
  3. Torlin

    Ja do pracy lubię muzykę relaksową, jakieś szumy łąk, oceanów, z lekką melodyjką. Jestem człowiekiem, który nie ma najmniejszej podzielności uwagi. Moja córka chcąc mi przekazać jakąś ważną wiadomość najpierw usiłuje oderwać mój mózg od komputera (tekstu aktualnie pisanego): “Tato, zamknij na chwilę w mózgu stronę praca, a otwórz córka” – jak ja wysłucham, wrócę do tekstu, to przy późniejszym czytaniu widzę tę magiczną różnicę. I zdaję sobie sprawę, że tę dalszą część właściwie należałoby wyrzucić i napisać na nowo. Ja się tak nieprawdopodobnie skupiam, że zapominam o jedzeniu, siusianiu, a muzyka to mi może grać, ja jej i tak nie słyszę. Po 6 – 8 godzinach pracy w takim “odpływie” wstaję jak paralityk, kręci mi się w głowie i jestem tak zmęczony, że padam.

    Reply
  4. Hoko

    Ten pierwszy eksperyment z rozpoznawaniem kolejności dźwięków to trochę jak sprawdzanie, czy większą sprawność w przenoszeniu pni drzew osiągnie grupa kontrolna złożona z samych drwali, czy druga, złożona z nie-drwali :) Wprawa w jakiejś czynności zawsze powoduje rozwój odpowiednich części mózgu za nią odpowiedzialnych. Już samo częste słuchanie muzyki odpowiednio “trenuje” pewne obszary w mózgu – często pojedyncze skupiska neuronów, w zależności od dźwięków – zaś u zawodówców można zaobserować dość znaczne różnice w rozwoju konkretnych obszarów mózgu, zwłaszcza kory słuchowej.

    A przyjemność ze słuchania muzyki (nieraz wręcz uzależniająca) bierze się stąd, że afekty, które odczuwamy przy słuchaniu są w znacznej mierze wynikiem aktywowania tych samych obszarów mózgu, które są pobudzane przez seks, jedzenie i narkotyki :)

    Co do eksperymentów z dziećmi to byłbym ostrożny, bo tu bardzo łatwo wpaść w pułapki metodologiczne, np. związane z wyborem grup badawczych, zwłaszcza to przedszkole mnie nie przekonuje, bo być może były to po prostu dwa przedwszkola, z których w jednym nie było fortepianu…

    Jak czytam to nie słucham. Poza tym podkład muzyczny dodawany do np. wiadomości może być pewnym zagraniem propagandowym – podswiadomie osłabia, rozmywa odbiór głównej treści – nie koniecznie w sensie zdolności zapamiętywania, lecz emocjonalnego nastawienia.

    Reply
  5. Teloch

    Ale musisz przyznać, że przenoszenie pni drzew to czynność dość mało skomplikowana w porównaniu z aktywnością procesów uwagi w monitorowanym mózgu :> W tym eksperymencie nie chodziło z resztą o to by sprawdzić kto lepiej słucha, tylko jak zadanie wpłynie na nasz wewnętrzny procesor – jak zmieni się proces przetwarzania informacji i czy rozwinięcie zdolności muzycznych wpłynie na niego w jakiś sposób.

    Reply
    • Jeana

      Essays like this are so important to brenodniag people’s horizons.

  6. Teloch

    Ma jak największy sens. Nigdy nie będę mógł powiedzieć, że wiem wszystko na jakiś temat – tak jak każdy z nas, zawsze będę niedoinformowany ;) Dlatego zawsze jak coś będziesz miał ciekawego to wal w ciemno ;)

    Miałem w sumie niedługo napisać podobny artykuł – bo sprawa zróżnicowania półkul jest bardzo interesująca i trudno ten temat wyczerpać. W każdym razie tutaj znajdziesz jeden z eksperymentów opisanych w podanym przez Ciebie linku – ten autorstwa prof. Rogera Sperry’ego.

    Dzięki tak czy inaczej za informację :) zaczytuję się w Newsweeku i Śšwiecie Wiedzy, więc ciekawe tematy z Polityki mogą mi uciekać ;)

    Reply
  7. Hoko

    Teloch, owszem, przenoszenie może jest i mało skomplikowane – więc niech dojdzie do tego jeszcze odpowiednie zaciosanie pniaków – to już wymaga koordynacji mózgu (choć bardziej móżdżku niż obszarów kory), i różnice te pewnie też dadzą się zaobserwować neurologicznie. Ale mi chodziło o to, że to, co tenm pierwszy eksperyment pokazuje, jest w zasadzie oczywiste – na podstawie innych badań.

    PS
    O zróżnicowaniu półkul mozna napisać grubą książkę :)

    Reply
  8. trawczi

    To czy uczyc sie lepiej przy muzyce czy nie, moze tez byc kwestia nawykow z dziecinstwa. Ja np. zazwyczaj mialem konfortowe warunki do nauki, wiec uczyc sie lepiej jest mi w ciszy. Natomisat jesli chodzi o czytanie lub pisanie, zdecydowanie wole wykonywac przy akompaniamencie ;) z drugiej strony dosyc duzo jej slucham (3-5 h dziennie), wiec moze to kwestia wyrobienia w sobie danych przyzwyczajen…

    Reply
  9. trawczi

    sorry za dwie literowki w tekscie… muzyka zaburzyla moja koncentracje ;)

    Reply
  10. Teloch

    Trawczi – Masz rację w tym punkcie, że nasze nawyki z dzieciństwa w dużym stopniu uformowały nasze zapotrzebowanie na bodźce. Dlatego dzieci z miast są bardziej aktywne od tych wychowywanych na terenach wiejskich. Prof. Łukaszewski na którymś wykładzie podawał przykład młodego ojca, który swoje dziecko wkładał do wózka i sam na rolkach, rozpędzając się do znacznych prędkości, mknął ścieżką rowerową. Tak dla zdrowotności :> Ciekawe tylko jakie to dziecko w przyszłości będzie miało zapotrzebowanie na bodźce po takim spacerku :> Na 90% kupi sobie przynajmniej motor :P

    A literówkami się nie przejmuj – dopóki rozumiemy tekst, jest spoko :P

    Reply
  11. Bartek

    Witam,
    Jeśli o mnie chodzi to przy wykonywaniu czynności, w które angażuję się w znaczny sposób (np. czytanie i rozmyślanie nad powyższym tekstem) potrzebuje ciszy i spokoju. Skupiam swój umysł na danej rzeczy, odcinając sie w pewien sposób od reszty.
    Jeśli chodzi o czynności wymagające mniejszej koncentracji towarzystwo muzyki jak najbardziej mi odpowiada (po prostu jest “fajniej”).
    Ciekawym przykładem jest jazz, który wymaga odemnie zaangażowania w słuchanie, by go zrozumieć. Wtedy nie robie nic innego niż słuchanie.

    Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Neurotyk » Blog Archive » Doktorze, a może by tak nie leczyć? - [...] pomylił swoją żonę z kapeluszem (Do materiałów tego autora odnosiłem się już wcześniej przy okazji Efektu Mozarta). Wszyscy opisywani…

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Pin It on Pinterest