Psychologia, neuropsychologia, mózg

Miłość kategoryzowana

Naukowcy w końcu zatriumfowali! Ludzka miłość pod naporem empirycznych badań, eksperymentów i twardej statystyki wyjawiła w końcu swoje tajemnice. A to wszystko dzięki prof. Helen Fisher i jej nowatorskiej teorii. Teraz już wiemy jak łączyć się w pary, tak, żeby związek był szczęśliwy i w zamierzeniu dożywotnio długi. Chcecie przykładów? Proszę bardzo!

Jerzy Waszyngton znany był z burzliwych romansów. Nie przeszkodziło mu to jednak wytrwać przy żonie, Marcie, 40 lat. Dlaczego ten bawidamek trzymał się domu, wychowując nawet dwójkę nieswoich dzieci? Według biochemicznej teorii doboru partnerów nie było to związane tylko i wyłącznie z pasją uprawiania wspólnie z żoną ogródka, ni hodowania wspólnie psów. Ich związek mógł być długi i szczęśliwy, ponieważ oboje byli… budowniczymi! Przynajmniej według koncepcji Fisher, której to badania na temat miłości są powszechnie znane i lubiane. Pojawiła się ona zresztą i na neurotyku, z okazji omawiania upadku miłości.

Fisher stworzyła na podstawie badań 4 nowe typy osobowościowe odmienne pod względem dominującego wpływu danego hormonu czy neuroprzekaźnika na zachowanie. Mamy więc wspomnianych już budowniczych, gdzie prym wiedzie serotonina, odpowiedzialna za potrzebę stabilizacji, ładu i spokoju. Ś»yciu badaczy przewodzi dopamina, prowadząca do głodu nowych wrażeń i wybujałej kreatywności. Dyrektorzy napędzani są testosteronem, lubią rywalizację i walkę o sukces. Estrogen natomiast jest znakiem charakterystycznym negocjatorów, reagujących bardzo emocjonalnie. Typy te zostały skonkretyzowane przygotowanym specjalnie testem, który wypełniło niemalże 40.000 ludzi z całego świata. Odpowiedzieli oni potem jakie jest ich wyobrażenie dotyczące idealnego związku i partnera – to pozwoliło nakreślić ciekawą sieć zależności między tymi grupami.

luv

Badaczy pociągają inni badacze, budowniczych inni budowniczowie, dyrektorzy preferują negocjatorów a negocjatorzy dyrektorów. Obok państwa Waszyngtonów dwójką dobrze dobranych budowniczych są Donald Gummer i Meryl Streep. Michelle i Barak Obama to z kolei pewni siebie, zmysłowi i impulsywni badacze. Sophia Loren i Carlo Ponti to typowa para dyrektor – negocjator. Przykłady te są omawiane w jednym z numerów Newsweeka, razem z 60 pytaniami które mają określić nasz tym osobowości. Cała teoria omówiona jest w książce “Dlaczego on? Dlaczego ona?” autorstwa Fisher, do której to niestety nie miałem dojścia. A szkoda, bo na teraz cała ta teoria wygląda mi na… ładnie ubrane w słowa ale mocno naciągane przypuszczenia :>

Po pierwsze dziwnie jest budować teorię tylko na badaniach ankietowych. Ludzie kłamią, wyobrażają sobie niestworzone rzeczy. Do jakiejkolwiek tak zbudowanej teorii można znaleźć tysiące przykładów i tysiące “wyjątków” od reguły. Nie wiem, czy Fisher sprawdzała fizycznie stężenie hormonów i neuroprzekaźników wśród tak dobranych par – mam nadzieję, że tak, bo inaczej śmierdziałoby mi to naciąganiem ludzi na pieniądze za pomocą trudnych naukowych słówek. Cała ta teoria została zresztą stworzona niejako na zlecenie serwisu Chemistry.com, który “poprosił” badaczkę o stworzenie metody pozwalającej singlom skutecznie łączyć się w pary. Ciekaw jestem, czy za tą prośbą nie kryły się jakieś dodatkowe profity. Ale już najbardziej uderzające jest podobieństwo biochemicznej teorii doboru partnerów do… teorii temperamentu Hipokratesa, tylko omówionej trudniejszym językiem.

  • Sangwinik — zmienność usposobienia, żwawość, żywotność, szybkie powstanie i równie prędkie wygaszanie emocji. Ciało w tym przypadku wypełnione jest w głównej mierze krwią.
  • Choleryk — gwałtowność, wybuchowość emocjonalna. Silne uczucia z trudem są hamowane. Za to odpowiedzialna była wypełniająca z przewagą organizm żółć.
  • Flegmatyk — spokój zachowań, stabilność emocjonalna. Tutaj flegma, śluz miała odgrywać znaczącą rolę.
  • Melancholik — łagodność, łatwość powstawania i utrzymania reakcji emocjonalnych. Jak sama nazwa wskazuje, melas chole oznacza czarną żółć, która to miała właśnie odpowiadać za melancholijne nastroje.

I tutaj dochodzi jeszcze jeden szkopuł – człowiek odczuwa niesamowitą wręcz chęć katalogowania wszystkiego co mu przyjdzie do głowy. Śšwiat pełen niezrozumiałego chaosu jest nie do przyjęcia, regularność daje nam poczucie spokoju, sensu, pozwala zapomnieć o otaczającej nas permanentnej niepewności. Posegregowanie dni tygodnia było proste – inaczej sprawa wygląda z bardziej skomplikowanymi rzeczami, na przykład ludzką psychiką. Jak widać już od starożytności staramy się znaleźć jakiś na to sposób. Pomysły mniej lub bardziej wybitnych greków odchodzą w niepamięć, zostawiając miejsce dla nowoczesnych teorii, które wcale więcej sensu nie mają.



Oto i pięć faz zachowania w obliczu nadchodzącej śmierci / żałoby po stracie kogoś bliskiego. Stworzyła je w latach siedemdziesiątych amerykańska lekarka Elisabeth Kübler-Ross, na podstawie przeprowadzonych przez nią badań. Według niej człowiek w takiej sytuacji przechodzi przez owe 5 etapów, czyli zaprzeczanie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Jak widać z zamieszczonego filmiku koncepcja ta już na stałe zakorzeniła się w naszej kulturze. Każdy bardziej świadomy obywatel słyszał o tej teorii i jest skłonny w nią wierzyć. Russell P. Friedman, dyrektor wykonawczy Grief Recovery Institute w Kaliforni pisze jednak, że “w żadnych badaniach nie udało się dotąd ustalić, że proces przeżywania straty kogoś przebiega właśnie w ten sposób, a jeśli już, to nie można tu mówić o koniecznych fazach. Smutek i żal są normalną i naturalną reakcją na odejście bliskiej osoby (…) nie istnieje jedna sekwencja, która pasowałaby do dwóch rzeczywistych przypadków”. Wtóruje mu psycholog Robert A. Neimeyer: “W oczywisty sposób nie da się przytoczyć żadnych badań naukowych, które potwierdzałyby występowanie jakiejkolwiek konkretnej sekwencji faz emocjonalnych przy przeżywaniu straty bądź też wskazywałyby na wyraźny moment, kiedy można uznać, że nastąpiło ostateczne ‘przezwyciężenie’ żalu i pogodzenie się z losem.”.

W dzisiejszych czasach coraz częściej jesteśmy konfrontowani z nowymi teoriami bardziej lub mniej naukowymi. W dzisiejszych czasach, tak jak nigdy, trzeba na to wszystko patrzeć z dystansem. Warto o tym pomyśleć, zanim zacznie się usilnie szukać drugiego budowniczego w dyskotece czy pubie ;)

Więcej na temat:
Test na miłość, Burda Katarzyna, Newsweek 34/2009, str. 61-65

Your subscription could not be saved. Please try again.
Pomyślnie zapisano adres! Sprawdź swoją skrzynkę!

Ostatnie artykuły

Przeszczep mini-mózgu

Badania nad ludzkim mózgiem są dość problematyczne. Nie dość, że sam organ jest nieco skomplikowany, to trudno o ciągły i łatwy dostęp do ochotników czy pacjentów. Pewnym przełomem ostatnich lach okazały się hodowane w laboratorium ludzkie organoidy zwane mini-mózgami. Owe mini-mózgi, dzięki publikacji w najnowszym Nature, jeszcze raz wbijają się buciorami na salony neuronauki — tym razem w głowie laboratoryjnego szczura.

Hipno-Chajzer

Poczucie kontroli jest bardzo ważnym aspektem ludzkiej psychiki. Przy hipnozie jednak całkowicie oddajemy się we władanie hipnotyzera. Na czym ten stan polega?

Losowe artykuły

8 Comments

  1. Joanna

    Tak jak i Ty, Jędrzej, ciekawa byłabym faktycznych badań związanych ze stężeniem poziomu hormonów w przypadku tej teorii doboru ludzi w pary. Niestety mi również pachnie to sporym uproszczeniem… O ile Helen Fisher bardzo lubię, a jej książka Dlaczego Kochamy leży u mnie na nocnym stoliku, to pamiętajmy, że pani jest mimo wszystko antropologiem… ciekawa sprawa.
    Jednak bardzo mnie zaskoczyłeś kwestią 5 etapów przechodzenia przez żałobę, byłam pewna, że zostało to potwierdzone badaniami, choć sama prof. Kubler-Ross zebrała swoje doświadczenia kliniczne i studia przypadków, a nie systematyczne badania, tak jak to dziś rozumiemy.
    Fajny, prowokujący artykuł :)

    Reply
  2. Joanna

    i aż z ciekawości kupię Newsweeka :)

    Reply
  3. Teloch

    Z tym Newsweekiem to bym tak do sklepu szybko nie biegł, bo to numer stary. Ale myślę, że coś zaradzimy ;)

    Reply
  4. justynides

    To ja też się piszę na zaradzanie:).
    Zastanawiam się, którym typem jestem. Chyba mieszanym.

    Reply
  5. Jacenty

    Dodam jeszcze jeden kamyczek do ogródka wątpliwości co do mocy tej teorii. Otóż, czy ludzie rodzą się budowniczymi, negocjatorami, dyrektorami i badaczami? :)Wydaje się to super wątpliwe. Ponadto w procesie życia te charakterystyki mogą ulegać zmianom. Dla zabawy przyjrzałem się sobie w kontekście tych kategoryzacji i stwierdzam, że przyjmowałem już wszystkie wymienione pozy :) a obecnie stanowię swoisty konglomerat tychże :) Co z tego wynika????? Hiper naukowy wniosek :) że jedyna droga to kilka bądź kilkanaście szczęśliwych związków i tyleż samo frustracji na przestrzeni żywota ;)

    Reply
  6. justynides

    Wyszło mi z testu: 28/29/32/29, więc jestem typem mocno z równoważonym – znaczy się, że mam duży wybór jeżeli chodzi o potencjalnych kandydatów;).
    A ja dorzucę, że niektóre pytania są zupełnie bez sensu. Np. “Różne emocje przeżywam głębiej niż większość ludzi” (i ogólnie te odnoszące się do “większości ludzi”). Tak jak wspomniałeś, zdarza się, że nasze postrzeganie samego siebie jest zupełnie różne od tego, jak postrzegają nas ludzie z zewnątrz.
    Jakaś taka mocno naciągana ta teoria… Mnie tam przekonuje po prostu teoria podobieństa.

    Reply
  7. Ithi

    moim zdaniem teoria naciągana baardzo mocno. może odpowiada niektórym typom ludzi, ale ja nie potrafiłabym podciągnąć się pod żaden z nich. ludzie się zmieniają, wraz z procesem dojrzewania zmieniają się ich priorytety i ktoś kto w młodości lubił uganiać się za dziewczynami, może porzucić to “hobby” kiedy pozna tę jedyną, której nie potrafiłby zdradzić. aczkolwiek nie wiem na ile to ma odniesienie do rzeczywistości.

    miłość jest zbyt piękna, aby tak bezlitośnie i “naukowo” obdzierać ją z romantycznej otoczki :)

    Reply
  8. Grissulka

    Typy to taki przez nas stworzony konstrukt teoretyczny i chyba każdy wie, że jesteśmy niepowtarzalnymi wariacjami na temat. Nie znam człowieka, który byłby czegokolwiek typem, ale każdy z nas pada bardziej w jedną stronę niż w inną.. tak myślę sobie przynajmniej:)

    Reply

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Pin It on Pinterest