Psychologia, neuropsychologia, mózg

Razem rażeniej

Skuteczne leczenie objawów zaburzeń ludzkiego zachowania musi prędzej czy później stać się popularne. Jest w tym dużo dobrego – medykamenty w ten sposób stają się dostępniejsze dla rzeszy potrzebujących. Z czasem jednak, gdy ów środek wystarczająco spowszednieje, zaczyna się samowolka. No bo po co pić na imprezie, skoro można wziąć przed nią prozac? Lecz mimo tego, że prozac stosowany u ludzi zdrowych może wywołać znaczny spadek nastroju, są dużo bardziej niebezpieczne rzeczy, które zbliżają się do owej granicy samowolki.

Anglia, rok 1962. 30-letnia kobieta włóczy się po angielskim szpitalu Summersdale. Do jej sukienki przypięta jest bateria z której wychodzące przewody kończą się dwiema elektrodami umieszczonymi nad brwiami pacjentki. Gdy owa kobieta była młoda, jej ojciec zastrzelił się. Depresja, w którą wpadła po tym zajściu, nie uległa nawet terapii elektrowstrząsami. Aż do teraz — kiedy to J.W.T Redfearn i O.C.J. Lippold zastosowali innowacyjną metodę leczenia. Trzy razy w tygodniu, przez 11 godzin dziennie pacjentka musi nosić baterię i lekko razić sobie nią okolice kory czołowej. W trakcie leczenia kobieta zaczęła o siebie dbać, przestała mieć koszmary, jadła z apetytem, a nawet znalazła sobie chłopaka. “Jest inną osobą”, mówią badacze. Minęło ponad 40 lat i…


O samej sposobności użycia baterii i gąbek już pisałem. Sprawa staje się jednak bardziej popularna niż myślałem. The Boston Phoenix napisał o całej sprawie świetny artykuł, bogaty w opowieści ludzi, którzy taką bezpośrednią stymulację przeżyli. Wszystkie zdania, choć widać, że sceptyczne, są jak najbardziej pozytywne. Stuart Gromley, człowiek, który uskutecznia przezczaszkową bezpośrednią stymulację prądem elektrycznym (transcranial direct current stimulation (tDCS)) zmodyfikowaną zabawką, porównuje pierwszą stymulację do pierwszego łyka kawy — aż mu się wyrywają słowa “o mój boże, gdybym wiedział jakie to dobre, piłbym kawę codziennie!”. Tylko czy aby tDCS jest tak dobre?

Peter Bulow, psychiatra zatrudniony w Columbia University powołuje się na najnowsze wyniki badań, z których wynika, że tego typu stymulacja nie powoduje uszkodzenia tkanek mózgowych. Asekuruje się jednak twierdzeniem, że z każdą terapią tego typu trzeba uważać. Nie zwalnia to jednak z marzeń. Wśród wielu zacytowanych badaczy jeden podaje pomysł na brain-pod — podręczny stymulator osobisty. Mały, poręczny, praktyczny i tani. A co mógłby on stymulować?

Oprócz rzeczy które wymieniłem we wcześniejszym wpisie — czyli wspomaganie pamięci, leczenie depresji, leczenie zespołu Aspergera, choroby dwubiegunowej, udaru mózgu, Parkinsona, szumów usznych — okazuje się, że potrafi też nas przyspieszyć. Parę lat temu niemcy z Universytetu w Göttingen udowodnili, że gdy gąbkami stymuluje się korę ruchową, ochotnicy szybciej uczą się automatycznych ruchów — szybciej reagowali ruchem na bodziec na ekranie. Takie poprawienie wydajności układu nerwowego byłoby w cenie…

Jestem ciekaw czy trafiliśmy na prostą, skuteczną i bezpieczną metodę, która stanie się kamieniem milowym w dziedzinie potęgowania możliwości poznawczych i terapii, czy też niedługo posypią się nieciekawe przypadki osób, które zbyt znacząco zmieniły się pod wpływem tDCS by uznać tą metodę za mało drastyczną. Na razie wszystko idzie ku pierwszej opcji — gorąco kibicuje badaniom nad tą stymulacją. Problem jednak w tym, że jeśli chodzi o mózg, to ilość zmiennych zawsze wymusi jakieś nieciekawe efekty uboczne. Ciekawe tylko jakie?

Jedno jest pewne. Nie należy przesadzać…

;)

Your subscription could not be saved. Please try again.
Pomyślnie zapisano adres! Sprawdź swoją skrzynkę!

Ostatnie artykuły

Przeszczep mini-mózgu

Badania nad ludzkim mózgiem są dość problematyczne. Nie dość, że sam organ jest nieco skomplikowany, to trudno o ciągły i łatwy dostęp do ochotników czy pacjentów. Pewnym przełomem ostatnich lach okazały się hodowane w laboratorium ludzkie organoidy zwane mini-mózgami. Owe mini-mózgi, dzięki publikacji w najnowszym Nature, jeszcze raz wbijają się buciorami na salony neuronauki — tym razem w głowie laboratoryjnego szczura.

Hipno-Chajzer

Poczucie kontroli jest bardzo ważnym aspektem ludzkiej psychiki. Przy hipnozie jednak całkowicie oddajemy się we władanie hipnotyzera. Na czym ten stan polega?

Losowe artykuły

10 Comments

  1. psycholudens

    Jak zwykle w takich wypadkach ciekaw jestem ile w tym placebo, a ile precyzyjnego oddziaływania ;).

    Moim skromnym zdaniem kluczowe może być samo pobudzenie ciekawości poprzez odczucie nowych doznań. Takie: wow, co się ze mną dzieje? ale dziwne odczucie! co to ze mną robi?

    To może powodować koncentrację na zewnętrznych przyczynach naszych przeżyć, skłaniać do ich analizy i poprzez usprawnianie samoobserwacji być pomocne dla osób depresyjnych.

    [za wikipedia.org] teorie samokontroli (O’Hara i Rehm) – wskazują jako przyczynę depresji specyficzne deficyty w zakresie samoobserwacji, samoewaluacji oraz samowzmacniania;

    Reply
  2. Teloch

    Racja, zwłaszcza, że trudno prześledzić jakiekolwiek zmiany, które mogą zachodzić podczas takiego procederu. Wszystkie badania mówią o istotności statystycznej, nigdzie nie ma mowy o grupie z placebo. No i kolejny raz obiecuję, że poszukam czegoś głębiej, jak będę miał chwilę czasu… :>

    Reply
  3. Hoko

    Niech no się to tylko trochę spopularyzuje, to co niektórzy zaczną się w ten sposób “narkotyzować” i trzeba będzie opracować nowa terapię – odwykową…

    Reply
  4. komerski

    Nadal uważam, że lepiej szklankę piwa…

    Reply
  5. Michał Pasterski

    Ciekawe czy ma to jakieś skutki uboczne. Bo jeśli nie, to w przyszłości będziemy chodzić z małymi pilocikami na baterie, które będziemy sobie przykładać do odpowiedniego miejsca na głowie wywołując efekty jakich tylko zapragniemy :) Do zestawu musiałaby być dołączona mapka głowy na której byłyby zaznaczone wszystkie obszary :P a może już teraz coś takiego skonstruujemy i staniemy się milionerami?

    Reply
  6. Teloch

    Bio – dziewczyna zakazała mi się razić :> także jeśli jakieś testy to tylko na Tobie :P

    Michał – na razie żadnych skutków ubocznych nie zaobserwowano. Ale to nie znaczy, że takich nie ma – komórki też były uważane za w pełni bezpieczne, dopóki się nie okazało, że często używane jakoś chętniej przyciągają raka. Ale do tego czasu byśmy już sprzedali pełno iBrainów :P

    Reply
  7. SiC

    Ciekawe doświadczenia, w pierwszej chwili wydają się trochę ekscentryczne, ale wszystko jest dla ludzi ;)

    Teloch – Jeśli by to sprawnie zaprojektować i przeprowadzić dobrą kampanię reklamowo, to nie jest taki głupi pomysł.

    Reply
  8. MuKuL

    Tak, tylko czekać, aż dostępne to będzie w TV Mango :) Ja poczekam na dalsze badania, a nuż sobie coś takiego w lato skonstruuje i się pobawię w Frankensteina :)

    Reply

Submit a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Pin It on Pinterest